30 dni bez YouTube Premium. Oto czego naprawdę mi brakowało.
Przez jakieś dwa lata płaciłem za YouTube Premium, głównie z lenistwa. Reklamy mnie irytowały, chciałem słuchać długich wykładów z telefonem w kieszeni, a miesięczna opłata była na tyle mała, że w ogóle o niej nie myślałem. Aż pewnego miesiąca spojrzałem na odnowienie i postanowiłem zrobić mały eksperyment. Trzydzieści dni, bez Premium, tylko mój iPhone i przeglądarka, która blokuje reklamy i odtwarza dźwięk przy wyłączonym ekranie.
To mój szczery raport. Nie powiem ci, że było idealnie, bo nie było. Ale było dużo bliżej ideału, niż się spodziewałem, i skończyłem, oglądając mniej, a ciesząc się tym bardziej.
Jak naprawdę wygląda moje oglądanie YouTube
Nie jestem zapaleńcem, ale jestem regularny. Dwie, trzy godziny dziennie, prawie w całości na telefonie. Sporo tego to sam dźwięk: godzinne kanały historyczne, kilka podcastów publikowanych tylko na YouTube, wykłady o programowaniu, które oglądam jednym okiem przy zmywaniu. Reszta to typowe wieczorne dryfowanie, jeden film prowadzi do kolejnego, aż orientuję się, że jest późno. Premium rozwiązywało dwa z moich trzech problemów (reklamy, dźwięk w tle), a trzeci (dryfowanie) po cichu pogarszało, bo nic mnie nigdy nie zatrzymywało.
Czym to zastąpiłem
Przesiadłem się na talavo, darmową przeglądarkę na iPhone'a, która otwiera YouTube i wycina z niego reklamy. Dwie rzeczy, na których zależało mi najbardziej, działały od pierwszego dnia: brak reklam przed filmami i w ich trakcie oraz dźwięk w tle przy całkowicie wyłączonym ekranie i zablokowanym telefonie. Bez subskrypcji Premium, bez kombinowania, po prostu gra. Jest pływający miniodtwarzacz, więc mogę puścić film w rogu, czytając coś innego, i zegar uśpienia, którego używam teraz prawie co noc.
Nie spodziewałem się, że pokocham tryb Zen. Jedno stuknięcie i znikają Shorts, komentarze oraz posty społeczności. Strona się wycisza. Okazało się, że ogromna część mojego wieczornego dryfowania to po prostu maszyna podsuwająca mi kolejną rzecz, a kiedy to zniknęło, oglądałem głównie to, po co przyszedłem, i odkładałem telefon.
Czego naprawdę mi brakowało
Trzech rzeczy i chcę być konkretny, bo te braki są prawdziwe. Jeśli któraś z nich to twoja codzienność, przeczytaj ten fragment dwa razy.
- Pobierania offline. W drugim tygodniu leciałem samolotem bez wifi i to jest dokładnie ten moment, w którym Premium zarabia swoje pieniądze. W przeglądarce brak internetu oznacza brak wideo. Nic nie pobrałem, więc czytałem książkę. Szczera odpowiedź: jeśli często latasz albo dojeżdżasz przez martwe strefy, już samo to może być warte subskrypcji.
- YouTube Music. Nigdy z niego nie korzystałem, więc tego nie odczułem, ale wiele osób traktuje Premium jak serwis muzyczny z dołączonym wideo. talavo nie zawiera YouTube Music, więc jeśli to twój główny odtwarzacz, tak naprawdę nie porównujesz tych samych rzeczy.
- Braku reklam na telewizorze w salonie. Przeglądarka działa na moim telefonie i iPadzie. Nic nie daje aplikacji YouTube na telewizorze w drugim pokoju, gdzie nadal oglądałem reklamy przed filmami jak wszyscy inni.
Czego wcale mi nie brakowało
Reklam, oczywiście. Ale większą niespodzianką było wszystko inne, czego przestałem widzieć. Nie brakowało mi półki Shorts, w którą wpadałem na dwadzieścia minut, zanim w ogóle cokolwiek postanowiłem. Nie brakowało mi sekcji komentarzy, która pod większością filmów nic nie wnosi. I nie brakowało mi autoodtwarzania, które o pierwszej w nocy przenosiło mnie do filmu, którego nigdy nie wybrałem. Pod koniec miesiąca mój czas oglądania spadł i, co dziwne, lepiej się czułem z czasem, który jednak spędziłem. Mniej z tego było pomysłem algorytmu.
Czy znowu zapłaciłbym za Premium?
Szczery werdykt: zależy to wyłącznie od tych trzech braków. Jeśli dużo latasz, żyjesz w YouTube Music albo oglądasz głównie na telewizorze, Premium nadal robi rzeczy, których przeglądarka w telefonie nie potrafi, i warto je zatrzymać. Pełne wyliczenia rozpisałem w tekście czy YouTube Premium się opłaca, jeśli chcesz zobaczyć szczegóły.
U mnie żadna z tych trzech rzeczy nie miała zastosowania. Oglądam głównie na telefonie i przeważnie słucham, więc darmowa przeglądarka pokryła te dziewięćdziesiąt procent, z których naprawdę korzystam, i pozwoliłem subskrypcji wygasnąć. talavo jest darmowe, z opcjonalnym talavo Pro za 99 centów miesięcznie, które usuwa jedną reklamę przy uruchomieniu i dodaje kilka dodatków, czyli mniej więcej jedną dziesiątą tego, co płaciłem wcześniej. Jeśli twoje nawyki wyglądają jak moje, warto poświęcić miesiąc na własny eksperyment. Pobierz je z App Store i zdecyduj sam.