Blog
Inside talavo

Cztery decyzje projektowe, dzięki którym talavo działa inaczej

Autor: talavo6 min czytania

Większość mobilnych przeglądarek to przeglądarki desktopowe zmniejszone do rozmiaru telefonu. Pasek adresu jest na górze, karty chowają się za liczbą, a całość zakłada, że trzymasz urządzenie w jednej ręce i celujesz w nie drugą. To działa, tak jak wiele rzeczy z ery komputerów stacjonarnych wciąż jakoś działa na telefonie.

Budując talavo, postawiliśmy na kilka innych rozwiązań. Żadne z nich samo w sobie nie jest efektowne. Razem sprawiają, że talavo jest stworzone z myślą o telefonie, a nie po prostu na nim uruchomione. Oto cztery najważniejsze.

Domyślnie obsługa jedną ręką

Telefony urosły. Do górnej części ekranu większość kciuków ledwo sięga, a jednak właśnie tam prawie każda przeglądarka wciąż umieszcza pasek adresu i przyciski. Więc albo przesuwasz telefon w dół dłoni (to małe podrzucenie i złapanie, które robi każdy), albo sięgasz drugą ręką.

talavo umieszcza wszystko, po co faktycznie sięgasz, na dole, w zasięgu kciuka: adres, wstecz i dalej, otwarte karty, menu. Całą przeglądarką da się sterować ręką, która już ją trzyma, w pociągu, na spacerze, z kawą w drugiej dłoni. Brzmi to jak drobiazg, dopóki nie robisz tego czterysta razy dziennie. Nie znaleźliśmy innej mobilnej przeglądarki od początku projektowanej do obsługi jedną ręką, co wciąż nas zaskakuje.

Karty w formie chipów

W przeglądarce na komputerze karty po prostu są, w rzędzie na górze, widoczne i klikalne. Zawsze wiesz, co masz otwarte, a przełączenie to jedno kliknięcie. Każda mobilna przeglądarka po cichu z tego zrezygnowała. Zamiast tego dostajesz liczbę, stukasz w nią, wysuwa się osobny ekran z siatką, szukasz karty i stukasz ponownie. Przełączanie kart stało się małą wycieczką.

talavo trzyma karty jako rząd chipów na dole ekranu, każdy z favikoną i tytułem, a aktywny jest podświetlony. Stuknij chip, aby przełączyć. Przesuń chip w górę, aby go zamknąć. To cała interakcja i to jedyna konwencja z komputera, której najbardziej brakowało nam na telefonie. Dziwne, że jest taka rzadka, bo jej przydatność widać od razu: karty przestają być miejscem, które odwiedzasz, i znów stają się czymś, co po prostu widzisz.

Pływające karty

iOS ma podgląd linków, czyli mały podgląd, który pojawia się po przytrzymaniu linku. Haczyk w tym, że to martwy obraz. Nie da się go przewinąć, stuknąć niczego w środku, powiększyć ani w ogóle korzystać ze strony. To zerknięcie, nie wizyta, a przeglądarki oferujące podgląd dziedziczą to samo ograniczenie.

Pływająca karta w talavo to ten pomysł potraktowany poważnie. Przytrzymaj dowolny link, a strona wypłynie jako karta Liquid Glass i będzie to prawdziwa, działająca karta. Możesz ją przewijać, stukać w przyciski, wypełnić pole, powiększać, a nawet przesuwać wstecz i dalej w jej wnętrzu, a wszystko to bez opuszczania strony, na której byłeś. Kiedy skończysz, stuknij przyciemnione miejsce wokół karty (albo przycisk zamykania) i wracasz dokładnie tam, gdzie byłeś, łącznie z pozycją przewinięcia. Jeśli okaże się, że chcesz ją zatrzymać, jednym stuknięciem zamienisz ją w pełną kartę. To podgląd z iOS na sterydach: kompletna, jednorazowa sesja przeglądania, która działa nad twoją bieżącą.

Przy okazji po cichu naprawia dwie rzeczy, które inne przeglądarki robią źle. Linki ustawione tak, by otwierały się w nowej karcie, które wiele mobilnych przeglądarek po cichu połyka, więc po stuknięciu nic się nie dzieje, otwierają się zamiast tego w pływającej karcie. A gdy skrócony link albo reklama przerzuca cię między stronami, talavo przechwytuje przekierowanie i pokazuje w pływającej karcie prawdziwy cel, zamiast wyrywać cię z twojej strony. W każdym przypadku chodzi o to samo: powinieneś móc przejść za linkiem, nie tracąc miejsca, w którym jesteś.

Liquid Glass wszędzie

Na iOS 26 interfejs talavo jest zbudowany na prawdziwym Liquid Glass od Apple, tym samym materiale, którego używa system i Safari, a na starszych wersjach korzysta z zastępczego efektu matowego szkła. Paski narzędzi, chipy kart, pływająca karta, menu: wszystkie załamują i rozmywają to, co jest pod nimi, dzięki czemu interfejs wydaje się częścią systemu operacyjnego, a nie płaską warstwą przykręconą na wierzch strony.

To część, którą pomija większość przeglądarek innych firm. Wdrożenie najnowszego wyglądu systemu to praca bez oczywistej funkcji, którą można by się pochwalić, więc zwykle zostają wersję lub dwie w tyle i wyglądają na urządzeniu trochę obco, jak aplikacja z innego telefonu. Safari oczywiście wygląda natywnie, bo jest natywne. Chcieliśmy, żeby talavo sprawiało takie samo wrażenie, jakby było w telefonie od początku.

Wspólny mianownik

Żadna z tych rzeczy nie jest funkcją do specyfikacji i większości z nich nie znajdziesz w tabeli porównawczej. To tak naprawdę ten sam zakład postawiony cztery razy: przeglądarka powinna pasować do urządzenia, na którym działa, i do dłoni, która ją trzyma, a nie do komputera, na którym się wychowała. Obsługa jedną ręką, karty, które widać, linki, za którymi można pójść bez wychodzenia, interfejs, który wygląda jak system. Razem to w dużej mierze powód, dla którego talavo wydaje się inne od pierwszego użycia, zanim jeszcze zauważysz, dlaczego.

Jeśli wolisz poczuć różnicę, niż o niej czytać, talavo jest za darmo w App Store. O reszcie tego, co robi, czyli blokowaniu reklam, dźwięku w tle i trybie Zen, który ukrywa feed, piszemy w tekście o spokojniejszym telefonie.